-16°C
Poniedziałek 19 Lutego 2018
Imieniny: Arnold, Józef, Konrada

a.symoniuk Są filmy, które wchłaniają mnie w siebie od pierwszej minuty.

Są takie, w które wchodzę powoli, ale tak głęboko, że po wszystkim nie mam ani ochoty ani siły wyjść. Innych znów nie rozumiem i pewna jestem, że scenarzysta z reżyserem niczym Witkacy i Gombrowicz – sami nie wiedzieli co brali oraz co wtedy wzięli i napisali.
I niektóre z tych obrazów, jak np. „33 sceny z życia” powodują, że wyszłabym po kwadransie i trzasnęła drzwiami, gdyby tylko przepuściło mnie pół rzędu widzów. Pechowo siedziałam wtedy w środku i nie chcąc przeszkadzać z trudem doobejrzałam film do końca.
Na szczęście. Bo ułożył się we mnie długo później, uspokoił niechęć i zrozumiałam, jak ważny jest, odważny i głęboko prawdziwy.

 

Podobnie było z wczorajszymi „Dzikimi różami”. Męczyłam się patrząc na tę rozmemłaną, bierną aż do bólu i milczącą na wszystko bohaterką. Miałam ochotę nią potrząsnąć i wydobyć z tego jej bezwładnego ciała odpowiedź, czego właściwie chce. Męża w domu, lepszego życia, gdzie indziej życia, młodego chłopaka, rozwodu? Czego ona chce na litość boską?
Nie żałowałam jej ani przez chwilę. Mam duży problem z akceptacją słabości, niedziałaniem i niezmienianiem tego, co złe lub doskwiera. Niezgodę na to mam i niechęć.

 

DKF daje taką fajną możliwość podywagowania o filmie, o jego przekazie i indywidualnym odbiorze. Nie zgadzałam się wczoraj właściwie z całą salą, z niczym co padało. Nie zgadzałam się, że emigracja to największy winowajca rozpadu małżeństw. Jedne związki w takiej sytuacji się rozpadają, inne nie. Niektórych to scala, a wiele faktycznie rozbija, ale nie ma żadnej pewności, że w sprzyjających okolicznościach one by przetrwały. Życie pokazuje, że gwarantem nie jest ani status materialny, ani dobra praca, dobrzy teściowie czy pomoc rodziców i piękny dom.
Zupełnie nie uważam też, że mąż Ewy był niefajny. Ja bym zwariowała z taką żoną przezroczystą i nieobecną. Matka z kolei, dla mnie jednym zdaniem „nie zrobiłaś nic złego” pokazała największą miłość. Trwała przy niej, choć mogła się zwyczajnie odwrócić od córki, nie pomagać i potępić. A była i nie odwróciła.
I nie zgadzam się Magdo, że ten chłopczyna w wyciągniętych dresach to Adonis. Wręcz nie :P
Ponoć na studiach wiecznie podnosiłam rękę z tekstem, że „ja się z tym nie zgadzam”.
Ja tam tego nie pamiętam i uważam, że to złe, ludzkie języki, ale tak mnie pamiętają do dziś ;)

 

Tę niezgodę na wiele zmilczałam podczas wczorajszej dyskusji. Zaniosłam ją sobie do domu i dopiero tam dotarł do mnie mój własny sens tego filmu. Bardzo osobisty, mocny i smutny.
Dotknęło mnie, chyba tysięczny raz w życiu, że tak łatwo i prędko oceniam ludzi. Ile to razy już przekonywałam się, że ktoś nie zachował się tak, jak go oceniłam i jak sobie wymyśliłam. Okazywało się setki razy, że ktoś myślał inaczej, niż sądziłam, że chciał zupełnie czegoś innego lub miał powody, o których nie miałam pojęcia. Albo niósł za sobą taką historię, że wyrywało mnie z butów. I że po tym, czego się dowiadywałam, mogłabym jego buty czyścić.

 

A ja wciąż niewyuczalna, odruchem i nawykiem oceniam surowo i myślę, że wiem najlepiej.
Po raz tysiąc pierwszy okazało się, że nie miałam bladego pojęcia, co powodowało Ewą. Jak straszną decyzję nosiła w sobie i jak bardzo była odważna, podczas gdy ja widziałam w niej absolutne tchórzostwo.
I to jest mój sens tego filmu. Że nie mamy pojęcia, co ludzie w sobie niosą, co przeżyli i co nimi powoduje. Może nam się jedynie zdawać, ale możemy się też bardzo mylić.

 

Chciałabym napisać, że tego właśnie nauczył mnie ten film.
Chciałabym bardzo nauczyć się tego na zawsze.

 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Fot. A. Symoniuk

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach portalu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Nim opublikujesz komentarz, zastanów się, czy jest on zgodny z zasadami dobrego wychowania i czy nie narusza dóbr osobistych innych osób. Pamiętaj, że zgodnie z art. 212 k.k. i art. 216 k.k. za przestępstwa zniesławienia i znieważenia grozi kara grzywny, kara ograniczenia lub pozbawienia wolności. Szanujmy się wzajemnie i nie zapominajmy, że internet jest częścią przestrzeni publicznej.


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Radio

Reklama